2005-02-15 22:32:12 >>

MÓJ KOLEC W JĘZYKU ;)



No i zgodnie z zapowiedzią umieszczam notkę o moim prywatnym, dzisiejszym kłuciu ;) O piercingu wargi raczej już dziś nie będzie, bo ledwo żyje ;)



No, więc po przemyśleniu całej sprawy i kilku problemów, które wyszły w tzw. „między czasie” zdecydowałam się wybrać do studia na przekłucie ;) Razem z my frend ( Di - :*) błądziłyśmy z 40 minut i ostatecznie stanęłyśmy przed właściwymi drzwiami ;). Oczywiście Di po drodze wygłosiła swego rodzaju gadkę umoralniającą ;) (nawet nie waż się twierdzić, że tak nie było :P) czego skutkiem były moje kolejne rozterki już przed owymi drzwiami ;). W końcu jednak zdecydowałam się i weszłyśmy- parę pytań, myślenie- Spojrzenie na Di- Iii? Odpowiedź – TAK. - Ok. przekłuwam ;).
Kolczyk polazł do sterylki na 15 minut, podczas których nadal miałam rozterki jeżeli chodzi o moje morale ;), i zanim się obejrzałam zostałam poproszona o wejście do oddzielnej sali przekłucia ;). Di się trochę rozczarowała, gdy nie pozwolono jej wejść ze mną, ale jakoś to w końcu przebolała ;).
Usiadłam sobie wygodnie, wyciągnęłam język do dezynfekcji, potem kropeczka i igła ;)- kompletna pustka, nic nie czuć- dosłownie nic- może jedynie moment wbicia i wyciągnięcia igły- ale nie jest to żaden ból- raczej można to porównać do zwykłego dotyku ;). Kolczyk wsadzony i po sprawie ;)
Mówiło się przyjemnie, krew leciała troszkę, i ogólnie wspaniale ;) – mogło już tak w sumie zostać ;)
Gdy już Di zrobiła sobie swój śliczny kolec w uchu ;) polazłyśmy wreszcie ze studia i udałyśmy się w kierunku metra. Muszę powiedzieć, że w drodze do domu czułam się jakbym była kompletnie naćpana ;), ponadto drętwiały mi ręce, przy poruszeniu językiem reagował jakiś nerw np. przy ramieniu etc ;) bardzo dziwna sprawa, czułam się fatalnie, a teraz wszystko pamiętam jak przez mgłę ;)
W każdym razie. Język zaczął puchnąć 2 godziny po przekłuciu, a aktualnie wygląda jak wielki balon ;). Matka z ojcem nie zorientowali się, że posiadam nowy nabytek, w sumie nie sepleniłam i mam nadzieję, że tak pozostanie :/, chociaż jest coraz gorzej…
Jak już pisałam wcześniej spróbowałam zjeść „rozciapcianego” banana, co oczywiście się nie udało ;), po czym głodząc się jak najdłużej udało mi się w jedyne 30 min zjeść rozmieloną jajecznicę- dziwne, że po tym eksperymencie jeszcze żyje ;).
Po każdym jedzeniu (chociaż nie zapowiada się żebym miała cokolwiek jeść) usta
trzeba płukać Tantum Verde- pomaga na małą chwilę :/, ponadto jak najwięcej zimnego- kostki z zamrożonego rumianku i szałwi – obrzydliwe, ale przynajmniej na parę sekund opuchlizna jest mniejsza :/
Ogólnie już teraz jest tragicznie ;)- język z trudem mieści mi się do ust, poodciskały się na nim zęby, cholernie boli mnie przełykanie śliny i tak sobie myślę, czy rzeczą bezpieczną jest kłaść się spać w takim stanie, żeby przypadkiem się nie udusić ;). Ponadto nagle zaczęła lecieć z niego krew, co było również wyjątkowo mało ciekawym doświadczeniem, jak i to, że cały pręt jest już nim wypełniony, a ja nieustannie mam wrażenie, że robi się coraz większa opuchlizna, która nie ma już dla siebie miejsca – mam nadzieję, że nie skończy się tym, że język pochłonie kulki ;)
Reasumując sprawa bardzo przyjemna ;), aczkolwiek już teraz widzę, że sobie będę musiała pocierpieć… :/ i to nawet bardzo pocierpieć… ;)
no, ale nic ;) jak się nie uduszę i kulki się nie wchłoną to już będzie dobrze ;)

miłego ;)

skomentuj (11)