2005-02-17 12:06:02 >> POWAŻNE KŁOPOTY Z JĘZYKIEM I NIEPRZYJEMNY KONIEC ZABAWY...No i niestety sprawdziły się moje przeczucia. Kolczyk był zbyt krótki jak na mój język i kulka zaczęła naciskać, parzyć i powoli wchłaniać się do środka. Cały czas próbowałam w jakikolwiek sposób zatrzymać ten proces, jednakże bezskutecznie. Rano wyjęłam kolczyk. Doszłam do tego, dlaczego stało się to, co się stało. Otóż zazwyczaj język bez problemu mieści się w ustach – jest takich samych wymiarów. Wydaje się to normalne, ale nie w moim przypadku :/. Mój język jest stosunkowo długi i po włożeniu go do ust zmienia kształt i robi się bardziej wypukły. Zmierzam do tego, że gdy po wyjęciu języka i jego przekłucia- zupełnie prosto- tak, że górna kulka znajdowała się pod dolną, nadal zostawało z 5-6 mm wolnego miejsca na opuchliznę. Niestety zaraz po jego włożeniu do ust, język skulił się, górna kulka cofnęła się do tyłu, a dolna do przodu. Jednym słowem kolczyk w ustach był jakby włożony „na skos” i wypełniał język w zupełności (no może pozostały z 2mm luzu). Zaraz jednak po jego wyjęciu z ust nadal pozostawała na kolcu 5mm przerwa na opuchliznę. Pierwszy dzień przetrzymałam, bolało mnie naprawdę niemiłosiernie- wtedy byłam to w stanie zrozumieć i przetrzymać, zresztą kulka nie zaczynała się jeszcze wchłaniać. Drugiego dnia opuchlizna znikła całkowicie, spuchła mi jednak bardzo szyja i broda od spodu, wydawało mi się, że dostałam anginy, nie mogłam się tam nawet dotknąć. Około południa zobaczyłam, że opuchlizna znowu się pojawia, tym razem jednak nie z powodu faktu przekłucia, ale tego, że kulka zaczęła niemiłosiernie uciskać i odparzać dziurkę. Zrobił się mały stan zapalny, ale szybko sobie z nim poradziłam, opuchlizna jednak pozostała i za nic nie udawało mi się jej usunąć. W końcu postanowiłam sprawdzić, czy to faktycznie z powodu, tego, że kolczyk jest za krótki, więc wyjęłam język i przykładałam kostki lodu, żeby opuchlizna znikła. Po jakiś 15 minutach język wyglądał zupełnie normalnie, był cienki tak jak poprzednio, odparzenie zaczęło znikać i wszystko wracało do normy. Nie będę jednak żyła z wystawionym non stop językiem ;), więc schowałam go za jakiś czas do ust i zerknęłam do lustra żeby zobaczyć co się dzieje. Tak jak sądziłam cały język znowu był wypełniony kolczykiem- stykał się z nim z obydwu stron i opuchlizna ponownie się pojawiła. Do wieczora przetrzymałam jakoś te męczarnie i przy płukaniu ust zobaczyłam, że górna kulka widoczna jest tylko w połowie. Okazało się, że język zapuchł tak bardzo, że zrobiły się po bogach odleżyny, wokoło przekłucia była silnie poparzona otoczka, bardzo zaczerwieniona i powoli się pogłębiająca. Jednym słowem kolec wżynał się w język.Znowu zrobiłam poprzedni eksperyment, wyjęłam język, odczekałam i opuchlizna znikła. Postępowałam tak dokładnie, co godzinę, ale ulga była tylko na krótką chwilę. O 1 nad ranem byłam już wykończona, nie dość, że miałam opuchnięty język to dochodziło do tego jeszcze - tak jak poprzednio myślałam- angina, obolała szyja i szczęka. Zaczęłam zastanawiać się czy wyjąć kolczyk teraz, czy zaryzykować i położyć się spać, po czym rano udać się do studia. Ostatecznie zasnęłam, ale i tak nastawiłam sobie budzik na 2, żeby skontrolować język. Budziłam się co godzinę, aby obserwować czy kulka przypadkiem całkiem się nie wchłonie- co jak co, ale interwencja chirurga nie brzmi zbyt zachęcająco ;). W końcu o 7 ból był już kompletnie nie do wytrzymania, nie byłam w stanie powiedzieć ani słowa, a język za nic nie chciał wysunąć się z ust. Kulki wpijały się cholernie ostro i zaczęłam się zastanawiać czy dotrwam, do 11, kiedy to otwierają studio. Stwierdziłam, że przetrzymam tyle ile dam radę, a potem wyjmę kolczyk. Dotrwałam pół godziny- do czasu, kiedy zaczęłam mieć zawroty głowy i powlokłam się do łazienki. Wyjmowanie kolca było tragiczne. Nie byłam w stanie wysunąć języka z ust, ani złapać kulki palcami. W końcu wzięłam gazik, chwyciłam nim koniec języka i na siłę go wyciągnęłam. Zębami zagryzłam go tuż za kolcem, żeby przypadkiem nie schował się z powrotem i również mocno chwyciłam kulki- niestety musiałam ucisnąć język, żeby się do nich dostać. Wreszcie udało się. Kolec został wyjęty. Ulga jednak nie przyszła od razu. Najpierw, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu niemal całkowicie zszedł ze mnie ból gardła, przełyku, szyi i szczęki – przypomnę, że byłam pewna, że złapałam anginę :o…Język wygladał tragicznie. Całkowicie opuchnięty, z odleżynami, startym nabłonkiem i niemalże krwią, a miejsce gdzie znajdowała się górna kulka było potwornie odciśnięte i wgłębione. Górny wylot dziurki powiększył się z 3-4 razy. Teraz powoli wszystko wraca do normy. Opuchlizna jeszcze się trzyma, język piecze, ale wyraźnie czuje coraz większą ulgę. Zastanawiam się, kto zawinił? Czy w ogóle ktokolwie? Kolec był prawidłowy – 19mm, taki, jaki zazwyczaj używa się w przekłuciach języka. No właśnie –zazwyczaj-, ale najwyraźniej nie u mnie. U mnie sprawdziłby się kolczyk – 24-25 mm, nie krótszy. Mam trochę żalu do piercemena, który nie wysunął takich wniosków jak ja powyżej przy przekłuwaniu. W końcu widział chyba, że mój język kurczy się, gdy jest w ustach i nie wygląda tam tak samo jak na zewnątrz. Moja wina? Nie sądzę. Pielęgnowałam go właściwie, na drugi dzień znikła mi całkowicie opuchlizna, więc żadnej winy tu nie ponoszę. Żałuję trochę pieniędzy, które wydałam na tą zabawkę, bo poszło ich naprawdę sporo wliczając leki i przeciery dla niemowlaków ;). Poza tym bardzo możliwe, że gdybym wybrała się do znajomego mi już studia, mogłoby stać się inaczej , ale chciałam wybrać coś innego, lepszego(?), więc wybrałam studio, o którym często słyszałam opinię – drugie po dereniowej-. Heh, no nie powiem, zawiodłam się i już więcej moja stopa tam nie postanie. Chyba tylko po to, żeby zażądać zwrotu wydanej kasy. Z drugiej jednak strony mam nauczkę na przyszłość i cieszę się, że mogłam czegoś nowego się nauczyć i, że nie skończyła się ta cała sytuacja na chirurgicznym wyjmowaniu kolca. Chociaż w sumie i tak zakończyła się dla mojego języka dosyć nieprzyjemnie… skomentuj (12) |
|
|||||||